środa, 19 czerwca 2013
MEDEBOR
Zespół MEDEBOR został powołany do życia w listopadzie 1997 roku przez Andrzeja Bucikiewicza (vocals) i Jarosława Pieczonkę (guitars). W marcu '98 do zespołu dołączyli: Michał Kijewski (bass) i Karol Jankowski (drums). We wrześniu '98 MEDEBOR zadebiutował na scenie na Przeglądzie Kapel Amatorskich w Sopocie. Pod koniec roku zespół zostaje wzmocniony przez Macieja Borosia (guitars). W pięcioosobowym składzie grupa szlifuje formę aby w sierpniu '99 zagrać pierwszy koncert z prawdziwego zdarzenia.
Jesienią MEDEBOR gra lokalne koncerty, w międzyczasie w październiku nagrywając w 'Clearsound Studio' w Gdyni, pierwsze demo 'Stars Of Oblivion' ujawniając tym samym swoje fascynacje wczesnymi albumami Moonspell, Anathema i Tiamat.
Na początku 2000 roku MEDEBOR wziął udział w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy grając koncert w Wejherowie. Na wiosnę zespół zamyka się w 'Little Bird Studio' w Gdyni aby nagrać drugie demo 'Last Dream', zawierające potężniejszą niż debiut dawkę doom metalu. W lipcu MEDEBOR gra na trzydniowym festiwalu w Chmielnie. W sierpniu z zespołu zostaje usunięty dotychczasowy perkusista (konflikty na tle muzycznym). Nowym perkusistą zostaje Arkadiusz Lewandowski. Już w zmienionym składzie, grupa zaczęła pracować nad nowymi utworami, które w większości zostały nagrane w warszawskim studiu DBX na jesieni 2001 roku jako pierwszy pełnometrażowy materiał "Phantasma" Ta muzyka ma już swoją atmosferę i oryginalny charakter. Zespół wypracował sobie swój własny styl.
W grudniu podpisaliśmy umowę na wydanie płyty, ukazała się na rynku w lutym 2003 roku nakładem Apocalypse Productions.
W 2004 odchodzi Arek i zespół w zasadzie zawiesza działalność, wznawia ją w 2006 dopiero po uzupełnieniu składu przez Mateusza Lubawskiego z którym gra koncerty w Warszawie, Gdyni na "Pomeranian Metal Fest" oraz Sopocie i Gdańsku z lokalnymi zespołami. Kolejny okres działalności kończy się z odejściem Mateusza i powrotem Arka do składu w 2010. W 2011 wznawiamy działalność koncertową.
W okresie od lutego do czerwca 2012 został zarejestrowany najnowszy materiał
’ A taste of Insanity” który został wydany w listopadzie 2012 i jest w dystrybucji przez Legacy Records
Rok 2013 to intensywna promocja materiału na koncertach!!!.
muza
http://www.youtube.com/watch?v=GHGXg18hy9g
http://www.youtube.com/watch?v=nAmIPQvSg5M
http://www.youtube.com/watch?v=xIMBXg1tYIo
http://www.youtube.com/watch?v=DZy-xRI9opU
kontakt
http://www.facebook.com/medebor.metal
www.medebor.metal.pl
http://www.myspace.com/medeborwebsite
medebormetal@gmail.com
środa, 12 czerwca 2013
Krzysztof Kędzior "Opowieści niezdiagnozowane"
Krzysztof Kędzior
"Opowieści niezdiagnozowane" /fragment/
| Dorota Cieślik |
Sanatorium
...........................
Kolejny dzień pracy Zenka przyniósł mu dobrą nowinę. Zanim zdążył podejść do drzewa piwnego, podbiegł do niego szef i z radością krzyknął:
– Panie Zenku, to dziś! To dziś! Jedzie pan do sanatorium!
Zenek pospiesznie zebrał myśli. Wyjazd do sanatorium był jednym z elementów poprawy warunków pracy, by nikt nie odczuwał wypalenia, zmęczenia, depresji, stresów i ogólnie rzecz biorąc, miał jak najbardziej pozytywny stosunek dożycia.
niedziela, 9 czerwca 2013
SHADE-band
SHADE
Początki zespołu sięgają roku 1992, kiedy to powstaje pierwszy skład Shade. W 1993 roku w łódzkim studio PJ&House zostaje nagrane trzyutworowe demo zatytułowane "Light". Jego wydania podejmuje się Art Crushing Production. Końcem 1994-go roku zespół zamyka się w studio Spaart w Boguchwale, gdzie zostaje nagrana debiutancka płyta "Sounds of memory...chaper echo". Zostaje ona wydana przez niemiecką wytwórnię Serenades Records przy współpracy ze Sphinx Records koncem 95-go roku. W 1998 zostaje wypuszczona wersja kasetowa płyty nakładem rodzimej Ceremony Records, po czym na wskutek problemów personalnych zespół zawiesza działalność. Początkiem bieżącego roku z inicjatywy Dominika i Kuli Shade w niepełnym jeszcze składzie zaczyna próby, czego skutkiem jest powstanie kompletnego materiału na drugi album. Jakiś czas później dołączają Docent, Rudy i najnowszy nabytek Leniu i w takiej konfiguracji zespół intensywnie i ostro ogrywa nowe numery na próbach . Na chwilę obecną Shade jest na etapie rejestracji promo i przygotowuje się do działalności koncertowej.
AKTUALNY SKŁAD ZESPOŁU
Kula - gitara
Chomik - instrumenty klawiszowe
Rudy - wokal
Docent - perkusja
Leniu – gitara
DYSKOGRAFIA
Sounds of memory...chapter echo
Serenades Records 1997
Light
Art. Crushing Production
W 2012 roku wydalismy mini cd "blind sower of violence" plus bonus w postaci dema light 93r na jednej płytce.
![]() |
| 1994r.od lewej : sławek gitara, konrad gitara bass, kula wokal, gitara, dominik bebny i góras klawisze |
czwartek, 6 czerwca 2013
...co w trawie piszczy...
Co piszczy pod sufitem, a w trawie to już zawsze.. !!
Niniejszym rozpoczynam cykl opowiadanek zaczerpniętych z moich obserwacji świata przyrody, który nas otacza.. Nie będzie to wywód naukowy, wiec może czasem coś się nie będzie zgadzało ale .. ot po prostu .. takie śmieszne i ciekawe moje obserwacje i spostrzeżenia .
Najpierw zacznę od małego lansiku .. i autoreklamki . Jestem rodowita warszawianką .. i to od kilku pokoleń, i ze wsią nie mam ,, nic wspólnego ‘’ a szkoda. Ale mam pod warszawa 2 działki . Jedna to agroturystyka, a na drugiej stoi mój ukochany domeczek, który sama zaprojektowałam, pilnowałam jego budowy w tych najcięższych czasach / 1982-85/ i pielęgnuje go i wokół niego.
Ostatnimi laty / właśnie ze względu na te agroturystykę / ale także ze bardzo lubie siedzieć na mojej wsi nie wsi / bo nic tam juz ,, wiejskiego’’ prawie niestety nie ma / krówki, świnki .. kurki / no tyle, ze mniej much / jedyny chyba plus.. ale także i mniej jaskółek .. jeden z wielu minusów
Przesiaduje tam ponad pół roku..
A wiec siedzę na tej mojej wsi, od wczesnej wiosny do późnej jesieni . to mogę sobie te przyrodę poobserwować..
Cudownie jest właśnie na wiosnę / prócz weckendow/ i na jesieni ../ prócz weckendow / kiedy po mojej drodze chodzi więcej kotów niżeli ludzi .. i fajnie .. to tyle wstępu.. a teraz .. opowiadanko ..
Wczesna wiosną ..śpię sobie .. rano, no tak ok. .. 8… no na wsi wstaje skoro świt.. ok. 9/ )
Ale nagle słyszę ze cos mi wali ../ domek mój ma pięterko / w sypialnie pod dachem. Ja spalam na dole,.. wiec śpię .. słodziutko, a tu mi cos wali i wali ..
o nieeee.. myślę sobie .. tak to nie będzie.. moja pora spania, a nie walenia, wiec w koszuline jeno odziana , klapki na platfusy i z domu wybiegam ..
No tak jak myślałam,.. dzięcioła widzę .. jak spod mojego okapu umyka .. ale co wywalił, to wywalił, ale dlaczego akurat dom mi niszczy ?!?!!
On poleciał, ja do łóżeczka jeszcze na trochę myk .. Ale nie.. nie .. nie myślcie sobie, ze już pospać mogłam.. Za chwile znów słyszę ze wali .. no co do cholery? .. Decha sucha, robalów tam nie ma, to po czorta mi wali ..
On uparty i ja też, wiec znów w koszulinie zgrzebnej, tym razem się zakradam, i podglądam .. Ale ptaszysko, mimo tego walenia mnie usłyszało i znów poleciało.
No że ze spania już nici .. to się umyłam, ubrałam, i oczywiście kaweczka grana z rana, a jakże, jak zawsze i to tak z pól litra od razu, co by nie łatać i mieć na pół dnia .. tzn. z tym lataniem, to latam, ale po niej do kibekla .. no jak to po kaweczce często bywa.
Wzięłam się za roboty domowo ogrodowe .. Az tu nagle znów do mnie dociera tym razem już nie walenie dzięcioła, ale ćwierkanie i gwizdanie kosów. …Zaglądam za chałupe .. no tam gdzie to walenie ustało, a zaczęło się gwizdanie i co widzę ..??.. dwie pary kosów zawzięcie się kłócą o moje dziury pod dachem wywalone / okazało się ze były dwie no te dziury / przez rzeczonego wcześniej dzięcioła pospolitego / bo widziałam u nas i zielonego i czarnego także, ale to bardzo wcześnie rano .. jakoś tak, kiedy wstałam .. bo na targ mnie nasiedzi zabrali wiec już o 7 .. musiałam ./
Schowałam się za sosną i lukam co będzie .. a ci nic, tylko awantura.. która para ma w która dziurę się wprowadzić .. Tobołki upychają i się meldują jak u siebie .. dzikie lokatory jedne .. no !!
A.. to takie buty.. to dzięciolisko pstrokate przeciw mojemu spokojowi nastaje?? I dzikich mi lokatorów sprasza. Pewnie w jakąs spółkę weszli, ze im te dziury wydziobał, ale co on z tego miał mieć.. to do dzis nie wiem ,, bo i chyba na pięciokacik się nie pisał ?!! ..
Bo sobie wyobraźcie teraz tak .. ścianki cienkie . przed remontem i ocieplaniem domku to było / patrz foto ./ tapczanik spalny właśnie dokładnie w tym miejscu stoi i dwie ptasie rodziny .. tuz przy głowie .. i oczywiście zaraz z dzieciami ..piszczącymi od samego zaświtania ..
O nie .. nie ma takich opcji . Ja wprawdzie przyrodę kocham i szanuje i nawet glizdeczke z kałuży wyciągnę / mój ślubny na ryby… / co by się bożątko nie utopiło a mi nawozik dawało i glebę spulchniało .. / taka interesowna jestem .. nie myślcie . ze nie .. / Ale nie fanatyczka .. cierpiąca za narody !!.. ! Wiec do dzieła przystąpiłam.
Po drabinę poszłam.. jakoweś tam szmatki naszykowałam i dalej na te drabinie się gramoilic i te dziury zatykać..
N ie będzie mi tu żaden ptak pod dachem, swego dachu wił. I dobra..
![]() |
| foto-Vin |
Wróciłam wiec do prac podwórkowo grządkowych, Grabie, okopuje.. jak to na wiosnę pewnie wszyscy trochę areału posiadający .. robią..
Ale słyszę, ze dalej tam jakaś awantura przy tych dziurach zatkanych się odbywa.. Poszłam wiec znów za te sosnę .. tez prawie rozdartą, ale tak inaczej, bo się dwie zrosły… i obserwuje .. hm .. siedzą ptaszyska na gałęzi sąsiedniej .. ćwierkają jakieś zdenerwowane takie .. do dziury zatkanej podlatują .. ale…Trzy a nie cztery.. Acha … myślę sobie, znaczy się, jedno uwiezione siedzi w tej dziurze zatkanej … i te się tak denerwują dlatego ..
Wiec znów po drabinę polazłam .. gramolę się, bo ja kawal baby dużej i ciężkiej .. ale dość sprawnej jestem.
Dziurę odtykam .. no i wyleciało .. A się cieszyli a gwizdali, jeszcze tak z godzinę, ale ja dziur nie oddalam .. taka zaparta byłam.. i sobie poleciały .. no!
. Sumienie miałam czyste / w miarę/ bo jeszcze wczesne przedwiośnie było , wiec pomyślałam, ze coś sobie znajda na to dachu gniazdowego wicie
gdzie indziej .. gdzie i ludzie i one ludziom przeszkadzać / szczególnie w spanku porannym/ nie będą.. Ale skruszona .. kazałam staremu domek ptasi zbić z desek, by na przyszłość kwatera była .
Po miesiącu jak, chałupę my ocieplali to się okalało, ze jednak już się wcześniej tam jedna rodzina wmeldowała na dziko, czyli zagnieździła .. bo oto właśnie takie cos… !! na foto pokazane… znaleźliśmy .
Ale jak już pisałam.., na szczęście pewnie jeszcze jajeczka złożyły gdzie indziej, dzieci wychowały na chwale i na piękne kosie koncerty, które tez mam możliwości często na mojej wsi słuchać, prócz. miesięcy letnich, gdzie gwar ludzkich świergotów, treli wycia silników.. i grilli, zagłusza wszystko .. nawet sroki ..
autor vin .. 2011
niedziela, 2 czerwca 2013
Z CYKLU.. MOJE SPOTKANIA..! ARAMA CHACZATURIAN
vin..!!
Z CYKLU
.. MOJE SPOTKANIA..!
ARAMA CHACZATURIAN
Jest listopad roku 1968. w Teatrze Wielkim wystawiany jest balet >>SPARTAKUS…<<
[ Spartakus (zm. 71 p.n.e.) – niewolnik, gladiator rzymski, Przywódca największego i najgroźniejszego w historii Rzymu powstania niewolników. ]
ARAMA CHACZATURIANA.. A ponieważ ten wielki ormiański kompozytor muzyki poważnej, dyrygent i pedagog żył wtedy jeszcze /1093-1978 /został zaproszony do Polski na tę właśnie premierę.
Dyrygował tym baletem Antoni Wicherek , a mój ówczesny ojczym był pierwszym altowiolistą .. i pełnił jeszcze jedną prestiżową funkcje w orkiestrze.!
A.Chaczaturian bawił kilka dni w Polsce, i jako ..Ormianin.. o tkliwej duszy .. chciał się po bratersku i bez oficjeli spotkać… na nocnych polsko – ormiańskich rozmowach, a ponieważ my mieszkanie mieliśmy dość duże.. /a Wicherek kawalerkę tylko maciupką.. / uradzono, że to spotkanie będzie u nas.
Tak więc cale popołudnie ja z babcią, szykowałyśmy różne smakołyki, tata dowoził trunki wszelakie i to z PEWXU.. !! i tak jakoś około wieczorka zapukali do nas goście .
Poszłam otworzyć i w drzwiach stal…. niezbyt wysoki .. / no ja już wtedy miałam 171 / siwowłosy i czarnobrewy Pan.. uśmiechnięty .. Oczywiście wiedziałam kto zacz.. ale nie ukrywam że mnie zatkało.
Oto w naszych progach .. stoi tak wielki człowiek .. którego muzykę już wtedy znałam i lubiłam także ..
Wszedł… przywitał się .. a ja coś tam po rosyjsku usiłowałam .. uśmiechnął się i oczywiście powiedział że mu milo.. no i że jestem … hm … no co … no wiem nudne to już…. Ale ze ładna dziewczynka.. jestem.. i uścisnął mi rękę..
Potem poszedł do pokoju .. a my z babcią podałyśmy... czym chata bogata. W połowie imprezki pojechałam spać do babci.. No bo wtedy ja jeszcze nie piłam .. a babcia juz nie ..
.…Oczywiście na premierze byłam .. ale już tego znamienitego gościa widziałam tylko na scenie przy owacjach i wręczaniu kwiatów.. Choć tylko ja wiedziałam na widowni, ze 2 dni wcześniej .. w innych .. okolicznościach miałam dane GO poznać bliżej !!
I tak to oto .....! mą rączkę ściskał jeden z największych kompozytorów XX wieku .. !!
autor. vin..!!
Polecam strone autorki textu.diony
https://www.facebook.com/groups/135585146594753/?fref=ts
Z CYKLU
.. MOJE SPOTKANIA..!
ARAMA CHACZATURIAN
Jest listopad roku 1968. w Teatrze Wielkim wystawiany jest balet >>SPARTAKUS…<<
[ Spartakus (zm. 71 p.n.e.) – niewolnik, gladiator rzymski, Przywódca największego i najgroźniejszego w historii Rzymu powstania niewolników. ]
ARAMA CHACZATURIANA.. A ponieważ ten wielki ormiański kompozytor muzyki poważnej, dyrygent i pedagog żył wtedy jeszcze /1093-1978 /został zaproszony do Polski na tę właśnie premierę.
Dyrygował tym baletem Antoni Wicherek , a mój ówczesny ojczym był pierwszym altowiolistą .. i pełnił jeszcze jedną prestiżową funkcje w orkiestrze.!
A.Chaczaturian bawił kilka dni w Polsce, i jako ..Ormianin.. o tkliwej duszy .. chciał się po bratersku i bez oficjeli spotkać… na nocnych polsko – ormiańskich rozmowach, a ponieważ my mieszkanie mieliśmy dość duże.. /a Wicherek kawalerkę tylko maciupką.. / uradzono, że to spotkanie będzie u nas.
Tak więc cale popołudnie ja z babcią, szykowałyśmy różne smakołyki, tata dowoził trunki wszelakie i to z PEWXU.. !! i tak jakoś około wieczorka zapukali do nas goście .
Poszłam otworzyć i w drzwiach stal…. niezbyt wysoki .. / no ja już wtedy miałam 171 / siwowłosy i czarnobrewy Pan.. uśmiechnięty .. Oczywiście wiedziałam kto zacz.. ale nie ukrywam że mnie zatkało.
Oto w naszych progach .. stoi tak wielki człowiek .. którego muzykę już wtedy znałam i lubiłam także ..
Wszedł… przywitał się .. a ja coś tam po rosyjsku usiłowałam .. uśmiechnął się i oczywiście powiedział że mu milo.. no i że jestem … hm … no co … no wiem nudne to już…. Ale ze ładna dziewczynka.. jestem.. i uścisnął mi rękę..
Potem poszedł do pokoju .. a my z babcią podałyśmy... czym chata bogata. W połowie imprezki pojechałam spać do babci.. No bo wtedy ja jeszcze nie piłam .. a babcia juz nie ..
.…Oczywiście na premierze byłam .. ale już tego znamienitego gościa widziałam tylko na scenie przy owacjach i wręczaniu kwiatów.. Choć tylko ja wiedziałam na widowni, ze 2 dni wcześniej .. w innych .. okolicznościach miałam dane GO poznać bliżej !!
I tak to oto .....! mą rączkę ściskał jeden z największych kompozytorów XX wieku .. !!
autor. vin..!!
Polecam strone autorki textu.diony
https://www.facebook.com/groups/135585146594753/?fref=ts
sobota, 1 czerwca 2013
Dariusz "Ex Pert" Eckert "MÓJ ANIOŁ" - /FRAGMENT/
Dariusz "Ex Pert" Eckert
"MÓJ ANIOŁ" - /FRAGMENT/
Inwalida
Spotkaliśmy się przypadkiem. Jakaś galeria handlowa z kalejdoskopem sklepów, takich samych plastykowych szmat, plastykowej muzyki i ludzi, których czasem trudno odróżnić od manekinów. Szedł, pchając wózek inwalidzki. Ucieszyliśmy się obaj. W szkole się przyjaźniliśmy, nawet jeszcze długo po maturze trafialiśmy jakieś piwo czy coś więcej. Później każdy wsiąkł w swoje sprawy prywatne, osobiste, rodzinne i tylko z rzadka, przy okazji świąt czy klasowych zjazdów… Wiedziałem że się rozwiódł, że miał groźny wypadek ale że prawie bez szwanku…
Przedstawił mi postać na wózku jakimś niezrozumiałym imieniem. Przyjrzałem się uważniej – był poważnie pokiereszowany – zniekształcona twarz, jedno oko, blizny po oparzeniach jakby płonął całą głową i zostały tylko kępki białych włosów. Uścisnąłem delikatnie dłoń o trzech palcach. Uśmiechnął się, a przynajmniej tak odczytałem intencję grymasu zdeformowanej twarzy…
Kolega operował wózkiem z troską i delikatnie. Zastanawiałem się kim jest ten nieszczęśnik, ale na razie był tak zaabsorbowany manewrowaniem wśród tłumu kupujących, że nie indagowałem. Zresztą, nie byłoby to specjalnie taktowne.
Zasiedliśmy w jakiejś kafejce. Chciałem zamówić piwo dla wszystkich, ale powstrzymał mnie gestem.
- Dla mnie kawa. Dla (niezrozumiałe imię) woda. Czysta. –
- Ty co? Prowadzisz? –
- Już nie. I alkoholu też nie piję….-
Jakoś nie kleiła nam się rozmowa. Kolega częściej patrzył na inwalidę niż na mnie, poświęcał mu więcej uwagi niż rozmowie. Nawet jak czasem pociągnął temat to albo gasił go w paru słowach pośpieszną pointą, albo odpowiadał zdawkowo. Sączył kawę. Ja kończyłem trzecie piwo. Kaleka pił wodę przez rurkę. Jakby z trudem. Opuścił szklankę którą z troską wyjął mu z dłoni opiekun. Zamknął jedyne oko….
Kolega patrzył na niego chwilę z czułością, poprawił koc, westchnął.
- … nie miał ze mną łatwego życia.. -
Zamilkł. Ja też milczałem. Wiedziałem że zaraz powie coś ważnego.
- … a ten wypadek… pijany byłem jak świnia, pamiętam tylko obrazki… zgrzyt metalu, ogień i takie tam…. – wzdrygnął się
- … lekarze i wszyscy co tam byli, stwierdzili że nie miałem prawa przeżyć!... To on mnie wyciągnął… -
Obrzucił troskliwym wzrokiem swojego podopiecznego i kontynuował.
- …a później przyszli i mówią że mi go wymienią bo on się już nie nadaje, chcieli go odesłać, bo sobie skrzydła całe spalił i rozpieprzyło go że do niczego już… że nie da rady… to miałem tak pozwolić? W życiu! –
- … powiedziałem że teraz ja będę jego aniołem!... –
Zapadła cisza. Pomyślałem że mój kolega jednak chyba trochę ucierpiał w tym wypadku ale pokiwałem tylko głowa z aprobatą i uznaniem. Dopiłem czwarte piwo i zacząłem się śpieszyć. Pożegnał mnie nieobecnym uśmiechem.
Szukałem przez chwile swojego samochodu na parkingu. Cały czas miałem przed oczami tego kalekę… że niby co?... że to on go wyciągnął?... No cóż, kolega też w szpitalu chwilę był, jakieś przebitki ze szpitalnych obrazków, a w głowę też się pewnie puknął… Ale i tak ładnie z jego strony, że się zaopiekował…
Usiłowałem trafić kluczykami do zamka. Spadły na ziemię, uciekały z palców. Spróbowałem jeszcze raz. Znów spadły. Zupełnie jakby mi je ktoś wytrącał.
Wyciągnąłem telefon i zamówiłem taksówkę. Usłyszałem wyraźne westchnienie ulgi za plecami.
więcej na tej stronie-https://www.facebook.com/KamienicaEckert
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















