niedziela, 2 czerwca 2013

Z CYKLU.. MOJE SPOTKANIA..! ARAMA CHACZATURIAN

                                                                          vin..!!
                                           Z CYKLU
                .. MOJE SPOTKANIA..!


                              ARAMA CHACZATURIAN




Jest listopad roku 1968. w Teatrze Wielkim wystawiany jest balet >>SPARTAKUS…<<
[ Spartakus (zm. 71 p.n.e.) – niewolnik, gladiator rzymski, Przywódca największego i najgroźniejszego w historii Rzymu powstania niewolników. ]

ARAMA CHACZATURIANA.. A ponieważ ten wielki ormiański kompozytor muzyki poważnej, dyrygent i pedagog żył wtedy jeszcze /1093-1978 /został zaproszony do Polski na tę właśnie premierę.

Dyrygował tym baletem Antoni Wicherek , a mój ówczesny ojczym był pierwszym altowiolistą .. i pełnił jeszcze jedną prestiżową funkcje w orkiestrze.!
A.Chaczaturian bawił kilka dni w Polsce, i jako ..Ormianin.. o tkliwej duszy .. chciał się po bratersku i bez oficjeli spotkać… na nocnych polsko – ormiańskich rozmowach, a ponieważ my mieszkanie mieliśmy dość duże.. /a Wicherek kawalerkę tylko maciupką.. / uradzono, że to spotkanie będzie u nas.
Tak więc cale popołudnie ja z babcią, szykowałyśmy różne smakołyki, tata dowoził trunki wszelakie i to z PEWXU.. !! i tak jakoś około wieczorka zapukali do nas goście .







Poszłam otworzyć i w drzwiach stal…. niezbyt wysoki .. / no ja już wtedy miałam 171 / siwowłosy i czarnobrewy Pan.. uśmiechnięty .. Oczywiście wiedziałam kto zacz.. ale nie ukrywam że mnie zatkało.
Oto w naszych progach .. stoi tak wielki człowiek .. którego muzykę już wtedy znałam i lubiłam także ..
Wszedł… przywitał się .. a ja coś tam po rosyjsku usiłowałam .. uśmiechnął się i oczywiście powiedział że mu milo.. no i że jestem … hm … no co … no wiem nudne to już…. Ale ze ładna dziewczynka.. jestem.. i uścisnął mi rękę..
Potem poszedł do pokoju .. a my z babcią podałyśmy... czym chata bogata. W połowie imprezki pojechałam spać do babci.. No bo wtedy ja jeszcze nie piłam .. a babcia juz nie ..






.…Oczywiście na premierze byłam .. ale już tego znamienitego gościa widziałam tylko na scenie przy owacjach i wręczaniu kwiatów.. Choć tylko ja wiedziałam na widowni, ze 2 dni wcześniej .. w innych .. okolicznościach miałam dane GO poznać bliżej !!

I tak to oto .....! mą rączkę ściskał jeden z największych kompozytorów XX wieku .. !!

autor. vin..!!



Polecam strone autorki textu.diony

https://www.facebook.com/groups/135585146594753/?fref=ts







sobota, 1 czerwca 2013

Dariusz "Ex Pert" Eckert "MÓJ ANIOŁ" - /FRAGMENT/

                                                   
                                                                                                                        Dariusz "Ex Pert" Eckert

                                 "MÓJ ANIOŁ" - /FRAGMENT/

    Inwalida
                               


                                         

Spotkaliśmy się przypadkiem. Jakaś galeria handlowa z kalejdoskopem sklepów, takich samych plastykowych szmat, plastykowej muzyki i ludzi, których czasem trudno odróżnić od manekinów. Szedł, pchając wózek inwalidzki. Ucieszyliśmy się obaj. W szkole się przyjaźniliśmy, nawet jeszcze długo po maturze trafialiśmy jakieś piwo czy coś więcej. Później każdy wsiąkł w swoje sprawy prywatne, osobiste, rodzinne i tylko z rzadka, przy okazji świąt czy klasowych zjazdów… Wiedziałem że się rozwiódł, że miał groźny wypadek ale że prawie bez szwanku…
Przedstawił mi postać na wózku jakimś niezrozumiałym imieniem. Przyjrzałem się uważniej – był poważnie pokiereszowany – zniekształcona twarz, jedno oko, blizny po oparzeniach jakby płonął całą głową i zostały tylko kępki białych włosów. Uścisnąłem delikatnie dłoń o trzech palcach. Uśmiechnął się, a przynajmniej tak odczytałem intencję grymasu zdeformowanej twarzy…

Kolega operował wózkiem z troską i delikatnie. Zastanawiałem się kim jest ten nieszczęśnik, ale na razie był tak zaabsorbowany manewrowaniem wśród tłumu kupujących, że nie indagowałem. Zresztą, nie byłoby to specjalnie taktowne.
Zasiedliśmy w jakiejś kafejce. Chciałem zamówić piwo dla wszystkich, ale powstrzymał mnie gestem.
- Dla mnie kawa. Dla (niezrozumiałe imię) woda. Czysta. –
- Ty co? Prowadzisz? –
- Już nie. I alkoholu też nie piję….-







Jakoś nie kleiła nam się rozmowa. Kolega częściej patrzył na inwalidę niż na mnie, poświęcał mu więcej uwagi niż rozmowie. Nawet jak czasem pociągnął temat to albo gasił go w paru słowach pośpieszną pointą, albo odpowiadał zdawkowo. Sączył kawę. Ja kończyłem trzecie piwo. Kaleka pił wodę przez rurkę. Jakby z trudem. Opuścił szklankę którą z troską wyjął mu z dłoni opiekun. Zamknął jedyne oko….
Kolega patrzył na niego chwilę z czułością, poprawił koc, westchnął.
- … nie miał ze mną łatwego życia.. -
Zamilkł. Ja też milczałem. Wiedziałem że zaraz powie coś ważnego.
- … a ten wypadek… pijany byłem jak świnia, pamiętam tylko obrazki… zgrzyt metalu, ogień i takie tam…. – wzdrygnął się
- … lekarze i wszyscy co tam byli, stwierdzili że nie miałem prawa przeżyć!... To on mnie wyciągnął… -
Obrzucił troskliwym wzrokiem swojego podopiecznego i kontynuował.
- …a później przyszli i mówią że mi go wymienią bo on się już nie nadaje, chcieli go odesłać, bo sobie skrzydła całe spalił i rozpieprzyło go że do niczego już… że nie da rady… to miałem tak pozwolić? W życiu! –
- … powiedziałem że teraz ja będę jego aniołem!... –

Zapadła cisza. Pomyślałem że mój kolega jednak chyba trochę ucierpiał w tym wypadku ale pokiwałem tylko głowa z aprobatą i uznaniem. Dopiłem czwarte piwo i zacząłem się śpieszyć. Pożegnał mnie nieobecnym uśmiechem.


Szukałem przez chwile swojego samochodu na parkingu. Cały czas miałem przed oczami tego kalekę… że niby co?... że to on go wyciągnął?... No cóż, kolega też w szpitalu chwilę był, jakieś przebitki ze szpitalnych obrazków, a w głowę też się pewnie puknął… Ale i tak ładnie z jego strony, że się zaopiekował…
Usiłowałem trafić kluczykami do zamka. Spadły na ziemię, uciekały z palców. Spróbowałem jeszcze raz. Znów spadły. Zupełnie jakby mi je ktoś wytrącał.
Wyciągnąłem telefon i zamówiłem taksówkę. Usłyszałem wyraźne westchnienie ulgi za plecami.



więcej na tej stronie-https://www.facebook.com/KamienicaEckert

Dariusz "Ex Pert" Eckert PREZENT



 Dariusz "Ex Pert" Eckert


              PREZENT


Z racji zawodu znałem miasto. Dobrze znałem. I poruszałem się po nim często.
Koloryt każdej dzielnicy, szczegóły architektoniczne, ulice, komunikację. I ludzi. Sprzedawców zapraszających do wnętrza przed sklepami , policjantów patrolujących swoje rewiry, dorożkarzy i cyklistów, przekupki i drobnych cwaniaczków czekających na okazję…
Tego malarza znałem z widzenia. Czasem, gdy nie spieszyłem się aż tak, przystawałem patrząc mu przez ramię. Nie znam się na nowoczesnej sztuce, właściwie to nie znam się na sztuce wcale. Czasem jakiś obraz podoba mi się lub nie… Trudno było tu mówić o podobaniu, kiedy patrząc na to samo miasto, na ten sam kawałek ulicy kompletnie nie poznawałem go na płótnie. Wzruszałem ramionami – pewnie znajdzie jakiegoś snoba któremu to wepchnie. Ale może to zatytułować „ulica X” jak i „ulica Y”. Albo zgoła „Zuzanna w kąpieli”.

Miasto zaczęło się zmieniać. Linie zaczęły być wijącymi się wężami albo w najlepszym razie łukami, kolory jak w diabelskiej zupie… całe fragmenty, całe kwartały zmieniały się tak, że gubiłem się we własnym mieście. Ludzie przechodzący na tle kamienic dotkniętych paraliżem zmieniali się jakby przechodzili za pofalowanym kolorowym szkłem. I nie zwracali na nic uwagi! Kiedy próbowałem ich zapytać pokazując ewidentne zmiany i deformacje, uwalniali się ode mnie jak najszybciej i oddalali oglądając z obawą przez ramię.
Oczywiście że to Malarz! Ale jak?! Starałem się pozostać przy zdrowych zmysłach ale skoro widzę to tylko ja…
Zbliżały się moje urodziny. Żona chodziła z konspiracją wymalowaną na twarzy, już uradowana niespodzianką jaką mi sprawi.

Właśnie miałem zapalić papierosa kiedy ze zdumieniem zobaczyłem że mam zielone dłonie, po sześć palców a każdy ma cztery stawy! Po chwili stuporu przebiła się irracjonalna ale uprawniona na tle dotychczasowych obserwacji myśl – malarz! TEN malarz! Tymczasem rozjechało mi się widzenie, zapewne z powodu trzeciego oka które miałem teraz na czole… Popędziłem do domu plącząc się w odnóżach i udając że nie widzę monstrum ścigającego mnie we wszystkich witrynach.
Żona, przerażona spoglądała to na mnie, to na sztalugę przed którą siedział TEN malarz. Obok stało moje zdjęcie…

      Więcej na stronie-https://www.facebook.com/KamienicaEckert 



Mieszko Rybiński "Medytacje Wrzoścowe"


                                                       
                                                          Mieszko Rybiński

 "Medytacje Wrzoścowe" 
                                         /fragment/ 




Dwudziesty lutego

Wyswobodzić się z klątwy eposu bohaterskiego to znaczy przerwać łańcuch adresowanych śmierci, ofiarowań w imię sprawy, krwi, losu, gestu i innych demonizmów. Bezinteresowność bohaterstwa i bohaterstwa bezrefleksyjność, czynią zeń przeładowaną nadmiarem gestu, przeciw społeczeństwu skierowaną groźbę. Etyka bohaterska zagraża życiu jako takiemu podczas gdy oparta na roszczeniach i zobowiązaniach etyka społeczna krzewi obyczaj perswazji (M. Dąbrowska za L. Petrażyckim). Bycie cząstką systemu demokratycznego jest kłopotliwe. Znacznie wygodniej żyje się w pozbawionym widocznych objawów zamordyzmu zniewoleniu, raz się poddawszy zostać poddanym na zawsze.
Pod koniec 1939 gdy się w Europie rozpoczęła gra mordercza, albo raczej na nowo i ze zdwojoną siłą została podjęta, po trwającym lat dwadzieścia zawieszeniu broni, Wittgenstein surowo ocenił rząd brytyjski („kupa bogatych, starych ludzi”). Nie potrafił uwierzyć we Francję i Anglię. Wątpił i także w to iżby Hitler mógł utrzymać swe „europejskie imperium”. Fatalny epos bohaterski spisany choćby i na ludzkiej skórze, ułożony przez nieudanego artystę i tytułem „ Mein Kampf ” opatrzony, poczynał się wypełniać. Niegdyś przewodnikiem duchowym dla zbłąkanych młodzieńców było „Naśladowanie Chrystusa” Tomasza z Kempie i chyba aż do „Manifestu komunistycznego” z całą jego poetycką retoryką, rozgorączkowanie towarzyszyło młodym w poszukiwaniu jak i zaniechaniu Zbawiciela. Gdy jesienią 1939 niemieccy żołnierze wyruszyli na front, wielu z nich przeczytało książkę Hitlera by jeszcze udatniej „naśladować fuhrera”, byli sumienni, karni i w okrucieństwie precyzyjni.








Wittgenstein nie wierzył w zwycięstwo nazizmu, raczej Stalinowi życzył powodzenia. Totalitaryzm sowiecki fascynował autora „Traktatu filozoficznego” do tego stopnia że nawet twarz Lenina wydała mu się interesującą, nie wspominając o chociażby „dobrze zaprojektowanym” mauzoleum „wodza proletariatu”. Miast „kupy bogatych starych ludzi” w roli rządzących i kierujących dystrybucją praw i powinności obywatelskich, monolit partii bolszewickiej plus obietnica nieodwołalnego zbawienia mas pracujących. Do tego jeszcze, typowy, charakterystyczny dla „postępowych intelektualistów” sposób postrzegania sowieckiego obszaru zagłady i jego tyrana, inicjującego mord prewencyjny, po to by powstrzymać „niebezpieczeństwo zarażające Rosji”. W końcu wieńczący listę zachwytów nad państwem Józefa Stalina slogan o prometeizmie wcielonym, miał przekonywać dotąd nieprzekonanych wybrednych, których liczba malała w miarę przybierania na sile fali okrucieństw niemieckich, włoskich, węgierskich, rumuńskich, serbskich, chorwackich, litewskich, łotewskich, estońskich, kałmuckich …



Dwudziesty pierwszy lutego


Winno się pamiętać iż gdy Adolf Hitler „debiutował” postrzegany był jako człowiek ludu i z ludu, rewolucjonista, starego porządku burzyciel. Gdy zdobył władzę, nikt, nawet jego najbliżsi towarzysze walki, nie spodziewali się przymierza z kapitałem. Prometeusz okazał się być zręcznym taktykiem a i inny skądinąd epos, go fascynował. Inna mityczna, okrutna opowieść wypełnić się miała. Gdyby tylko chodziło Hitlerowi o wcielenie w czyn i realizacje w makro skali, idei niejakiego Adolfa Lanza z którym zetknął się w 1909 roku. Lanz owładnięty ideą „czystości rasy”, redaktor wychodzącej w Wiedniu antysemickiej „Ostary”, trzy lata wcześniej nabył malownicze ruiny zamku Werfenstein by uczynić w nich siedzibę stowarzyszenia „Nowych Templariuszy”, czyli tych wszystkich „wyższych”, „szlachetnych” a co najważniejsze „jasnowłosym i błękitnookim”. Ci mięli się przeciwstawić groźnym „żydowskim małpiszonom”. Gdyby tylko taka trywialna, komiksowa ideologia, przyniosła ludowi niemieckiemu pandemonium roku 1945, moglibyśmy ubolewać nad owego ludu naiwnością. Tymczasem inny, beznadziejny, przerażający scenariusz, wywiedziony z mitologii germańskiej obmyślił Hitler.










Źródeł idei ostatecznego rozwiązania kwestii świata zastanego a w finale, śmierci w płomieniach, śmierci wszystkich tych, którzy mord i zniszczenie uczynili, szukano w „pesymizmie mitologii germańskiej” w „atawistycznej antyeuropejskości” Niemców albo w uogólnieniu bezpiecznym „problemem Fausta” zwanym.
Mędrzec z fajką w dłoni, Mircea Eliade pisał: „Dążąc do obalenia wartości chrześcijańskich i do odnalezienia duchowych źródeł rasy, to znaczy pogaństwa nordyckiego, narodowy socjalizm musiał podjąć próbę wskrzeszenia mitologii germańskiej. Z perspektywy psychologii głębi takie dążenie było właściwie zaproszeniem do zbiorowego samounicestwienia, przepowiadanym i oczekiwanym przez starożytnych Germanów, eschatonem był ragnarök – katastroficzny koniec świata, będący gigantyczną bitwą bogów i demonów – bitwą w wyniku której wszyscy bogowie i bohaterowie umierali, świat zaś na powrót pogrążał się w chaosie. Wprawdzie po ragnarök odradza się odnowiony świat (również starożytni Germanie znali doktrynę cykli kosmicznych, mit o okresowym stwarzaniu i rozpadzie świata) zastąpienie eschatologii pełnej obietnic i nadziei dla chrześcijanina koniec świata kładzie kres Historii, a zarazem dokonuje się jej odnowienie) przez zdecydowanie pesymistyczny eschaton. W terminologii politycznej zamiana ta zawiera następujące zalecenie; porzućcie stare historie judeochrześcijańskie, wskrzesicie w głębi swej duszy wiarę waszych germańskich przodków, a kiedy się to stanie, przygotujcie się do wielkiej i ostatecznej rozprawy pomiędzy naszymi bogami a siłami demonów; w tej apokaliptycznej bitwie polegną wszyscy nasi bogowie i herosi, a my razem z nimi. Będzie to ragnarök. Później jednak narodzi się nowy świat. Zastanawiające jest to, w jaki sposób tak pesymistyczna wizja końca Historii mogła rozbudzić wyobraźnie przynajmniej części narodu niemieckiego : jest to jednak problem dla psychologów. (M. Eliade „Mity, sny i misteria”)


Dwudziesty drugi lutego

Swego okrutnego planu Hitler nie taił, dlatego krytycy nazizmu bez trudu trafnie odczytywali jego aluzje i wszystkie systemu mistyfikacje. W 1936 komunizujący wówczas Nicola Chiaromonte postrzegał nazizm jako stare, poczciwe barbarzyństwo w nowym atrakcyjnym dla Niemców opakowaniu : „Wspierany z jednej strony przez von Blomberga, a z drugiej przez Wotana i uzbrojony po zęby przez potężną nowoczesną technikę, duch szczepowy popadł w szaleństwo.” Chiaromonte zdający się nie dostrzegać fenomenu wagneryzmu oraz dla celów politycznych umiejętnie „przysposobionego” nietzscheanizmu ( w czym udatnie wsparła hitlerowców siostra autora „Ecce homo”) a pisząc o duchu plemiennym, który popadł był w szaleństwo, przemilcza lub głębiej się nie zastanawia nad samą istotą plemiennego ducha w dekoracjach wieku dwudziestego będącego obłędem samym w sobie.









Dalej jeszcze Chiaromonte nieopatrznie i nazbyt delikatnie podnosi nie dość wysoko, kwestię choroby niemieckiego ludu, manii zakaźnej której na imię – uraza. Zrodzona ze wstydu (resentyment po upokarzającym traktacie wersalskim), wszak ci którzy „nie kochają samych siebie, pozostając przy tym – i taka będzie ich kara – przykuci bardziej niż kiedykolwiek do swego ja .”(E. Cioran „ Odyseja urazy”). Bardzie przykuci do swego jakże odrażającego ja. Pielęgnując urazę, obmyślając plan zemsty na Europie, poddając się bez reszty demagogii, służąc jawnemu złu z satysfakcją, potem dopuszczać się każdej nawet najwyuzdańszej zbrodni, bez pardonu i konsekwentnie to wyzwolenie plemienia, oto urzeczywistniony epos bohaterski, o którym pomyślał Wittgenstein. Wypowiedziawszy cywilizacji europejskiej wojnę totalną poddani Hitlera mogli odetchnąć z ulgą. Wyruszając jesienią 1939 roku na wojnę przeciw Europie, gardzącej Niemcem w Niemca mniemaniu, ów postanawiał w duchu nieś śmierć wojskowym i cywilom, burzyć szpitale i ochronki, być niemiłosiernym, niemiłosiernym. Wydawszy wojnę cywilizacji europejskiej w imię „czystości świętej krwi germańskiej” dostąpił łaski wyzwolenia, odzyskał naturę zdawać się mogło dawno zaprzepaszczoną w toku kulturowej ewolucji. Ponownie Cioran: „ Nic nie czyni nieszczęśliwszym niż obowiązek stawiania oporu swej pierwotnej jaźni, temu zewowi krwi. Dla człowieka cywilizowanego wynikają stąd same udręki; sili się na śmiech, przymusza do grzeczności i dwulicowości, niezdolny unicestwić przeciwnika inaczej niż werbalnie, zdany na oszczerstwo i zrozpaczony, że musi zabijać bez czynu, zwykłą mocą słowa, tym niewidzialnym sztyletem.”

.......   Namiary do autora   Medytacji Wrzoścowych https://www.facebook.com/mieszko.rybinski 

Stronę pozwoliłem sobie ozdobić pracami  "DiegoR".A to namiary na jego stronę,gdzie zobaczycie więcej jego dzieł  https://www.facebook.com/pages/DiegoR/318323711621125?ref=ts&fref=ts








środa, 29 maja 2013




           VERITAS 





Zespół post punkowy z elementami reggae, powstał w 1994 roku początkowo pod nazwą D.N.O. W 1995 roku nazwa i to co do tej pory tworzyli całkowicie się zmienia.

Od początku istnienia grają w niezmiennym składzie: Adam 'Adaś' Romaniuk - g, voc; Ireneusz 'Fido' Fiedoruk - g; Robert 'Ropuch' Stulgis - b; Tomasz 'Korek' Tichoniuk - dr. Zagrali kilkadziesiąt koncertów w północno-wschodniej Polsce. Wielokrotnie występowali na białostockim festiwalu 'Zgrzyty' i festiwalu 'Basowiszcza' w Gródku gdzie w 1998 roku zdobyli nagrodę festiwalu.











W dorobku fonograficznym posiada kilka składaków-

("V Kolumna Compilation Vol. 2"; "Garage Contrattack Promo + Memory Compilation Action"; "Punx not dead"; "Białostocka Zmiana Warty") i dwa solowe wydania w dystrybucjach niezależnych.



Od jesieni 2004 roku zespół funkcjonuje przy Muzeum i Ośrodku Kultury Białoruskiej w Hajnówce. W swoim repertuarze posiadają kilka utworów w języku białoruskim. Od 2006 roku grają we trójkę - z zespołu odszedł 'Fido'.




„Nie jestem sam”




Jeżeli nie wiesz to powiem Ci, że
życie to bardzo trudna gra
Jeżeli nie wiesz to powiem Ci, że
nie próbuj grać w nią sam



Jeżeli nie wiesz to powiem Ci, że
to co widzisz bardzo mylne jest
Ciągła pogoń za forsą i sławą
Pamiętaj, że kiedyś wreszcie skończy się dzień



                                                     Jeżeli nie wiesz to powiem Ci, że
                                                                       Gdy nie masz przyjaciół, pozostaje tylko śmierć

                             Bo przecież spotykam was prawie codziennie
                                     Obojętnym gestem podaję wam rękę
                                                 a tak naprawdę nikt z was nie wie
                                                                                 że bez was nie istnieję
                                                                        Siedzę z wami, rozmawiamy
                                                                                         śmiejemy się i czas spędzamy
                                                                                                  A tak naprawdę nikt z was nie wie
                                                                                                                         że bez was nie ma mnie
                                                                                             I chociaż co dzień jestem inny
                                                               o doświadczenia minionego dnia
Wy mnie zawsze akceptujecie
Nie jestem sam
I chociaż każdy z nas jest inny
I płynie w nas inna krew                                                    VERITAS
-KONTAKT-
To wy dla mnie jesteście rodziną    
       https://www.facebook.com/veritashajnowka?ref=ts&fref=ts
Nie, nie opuszczajcie mnie









Info o VERITAS pozwoliłem sobie podprowadzić ze strony -Podlasie Raport: HAJNÓWKA-co ciekawe autor strony zdradził mi że pisząc to info posiłkował się międzyinymi materiałami z desperat zine 1....hehe
 

Miło tak po latach dowiadywać się że jednak ktoś czytał tego zina.


Jeśli ktoś chce dowiedzieć się więcej co słychać w tamtych rejonach polski to podaje namiary na tę stronę- http://podlasieraport.blogspot.se/

poniedziałek, 27 maja 2013


ORSHAK, HERETIC              pub 300 cegieł -Hajnówka 24.05.2013r. 




Teraz druga relacja - tego samego dnia mieliśmy 2 koncerty - -na obu byłem ----- ORSHAK, HERETIC /pub 300 cegieł -Hajnówka 24.05.2013r. /- oba zespoły z Michałowa - tu już było bardzo ostro i głośno - konkretna dawka metalu po dawce punka w HDK-u. oba zespoły tworzą młodzi ludzie, którzy wiedzą co należy zrobić z instrumentami - żeby wydobyć z nich konkretne dźwięki. było ostro i dobrze- czyli tak jak zawsze w 300 cegłach. pozdrawiam i do następnego razu.W




https://www.facebook.com/orshakband?fref=ts





https://www.facebook.com/hereticpoland?fref=ts