poniedziałek, 22 kwietnia 2013







DIZEL 






Łoimy brudnego rokendrola ale śpiewamy o czystej miłości /hehe/Nie mamy planów, nie ograniczają nas szuflady i układy. Mamy za to frajdę z grania i pochodnych/// Fun for everyone!

Biografia wygląda tak, że kiedyś napisali o nas:

"DIZEL to alternatywny projekt muzyczny, który w mocno żartobliwy sposób łączy elementy rock'n'rolla, punk i stoner rocka. Ich swobodny choć klasyczny styl najlepiej ilustruje opinia, mówiąca, że „tych kawałków nie powstydził by się Motörhead". Skład DIZLA tworzą artyści zaangażowani na co dzień w inne projekty muzyczne, ale w tej konfiguracji odnajdujący muzyczne pasję i pierwotną wręcz radość. Muzykę uzupełniają anglojęzyczne teksty, komentujące w przewrotny sposób społeczne dogmaty".







DIZLE ar:
basista i wrzaskun - Minero Loco
gitarzysta i wrzaskun - Dart Fart
gitara w milczeniu - Herr Boner
a na perkusji - Dr Pussy

Influłenses:
Dumbell, Clutch, Motorhead, Blondie, Turbonegro, The Henchmen, RutHost, Church of Misery, Black Flag, Primus, Albert Rosenfield, Hanson Brothers, L7, Boris, Anal Gemba, Nashville Pussy, Jimi Hendrix, Juvenia Kraków, Non-Iron Sport Pub, Running Wild, Accept, Yes, Sandra, Mieczysław Fogg i inni. Czytał: Lucjan Szołajski.

Lejbel:
Mineros Locos Producciones

www.DIZELband.com


Krzysztof Zygzak Chojnacki 

                   bardziej znany jako wokalista                        TZN Xenna  
tym razem opowie nam o swej pasji modelarskiej oraz wystawie

„Pamięć i duma” 


Wystawa „Pamięć i duma” jest autorskim projektem Krzysztofa Zygzaka Chojnackiego. Grafiki, zdjęcia i dioramy odtwarzające epizody z Powstania Warszawskiego są wyrazem hołdu, który chciałbym złożyć powstańcom warszawskim.

Wystawa powstała w niekonwencjonalny sposób. Zanim powstały grafiki i zdjęcia musiałem stworzyć teatr działań wojennych. Użyłem do tego celu ogólnie dostępnych zestawów modelarskich. Odpowiednio modyfikując wykonałem “aktorów” tych mini rekonstrukcji.

Do realizacji planu była także potrzebna scenografia oddająca realia zburzonego miasta.
W rezultacie udało mi się wypracować scenografię z Powstania Warszawskiego
z charakterystycznymi dla tamtego okresu mundurami, bronią i napisami na murach. Na jednym
z murów jest błędnie napisane Hitler Kaput. Celowo nie dodałem drugiego T. Zakładam, że
w czasie takich akcji ktoś mógł nie zdążyć dokończyć napisu. Wszystkie elementy zabudowy wykonałem z drewna, kamienia plastiku, papieru itp. ogólnie dostępnych materiałów.







Przez cały okres budowy scenografii wykonywałem zdjęcia, które były pojedynczymi ujęciami.
Na zdjęciach nie wszystkie figurki były pomalowane i nie wszystko ukończone. Dzięki tym ujęciom udało mi się uchwycić dramaturgię wydarzenia i napisać scenariusz mojej opowieści. Mając taki zarys pozostawało ukończyć scenografię i powtórzyć ujęcia od nowa. Zdjęcia miały za zadanie opowiedzieć historię zdobycia działa samojezdnego Jagdpanzer Hetzer, nazwanego przez Powstańców "Chwat".
Pierwsza wystawa odbyła się w Legionowskim ratuszu w dniach 17.09-02.10 2009 roku. Na wystawie zaprezentowałem dwanaście prac i dioramę “Polowanie na Hetzera” Większość grafik była czarno biała jednak kilka z nich było kolorowych.






Przyzwyczajeni jesteśmy do czarno białych obrazów z drugiej Wojny światowej. Dlatego też na wystawie Pamięć i Duma pokazałem moją opowieść o bohaterach dni minionych w odcieniach szarości. Stworzyłem w ten sposób para dokumentalny przekaz a kilka kolorowych obrazów wystarczająco go dobarwiło. Akcja mojej wystawy opowiada o zdobywaniu, o walce o Jagdpanzer Hetzer. O butelkach z benzyną rzucanych na wroga. O ludziach, których młodość nie upływała na zabawie i radościach. Walka przy Placu Napoleona odbyła się drugiego sierpnia czterdziestego czwartego roku w godzinach porannych. Niemców spalono w pojeździe a Hetzer służył powstańcom, jako element barykady na placu Napoleona. Po naprawie garażował w gmachu Poczty Polskiej gdzie został zasypany przez zawalający się budynek.


 Od 2009 roku wystawa była już pokazana w siedmiu miejscach. Na polach bitwy pod Wizną(Strękowa Góra) wystawiona była w namiocie przez jeden dzień. Okazją były obchody 71 rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej w dniu 05.09.2010 roku.

Rok 2011 przyniósł kolejne trzy możliwości publicznego pokazania wystawy. W gościnnych progach Regionalnej Izby Historycznej przebywała od 27.04 do 13.05.2011 roku. Na wernisaż przyszli włodarze miasta oraz spora grupa dzieci z dorosłymi.

Prosto z Zambrowa przeniosłem “Pamięć i dumę” do Centrum Promocji Kultury dla dzielnicy Praga Południe miasta stołecznego Warszawa przy ulicy Podskarbińskiej 2. Była to pierwsza wizyta w Warszawie. Bardzo podobał mi się pomysł wystawienia grafik I obrazów na sztalugach. Dwa równe rzędy podzieliły hol na stronę kolorową i czarno białą.

Po raz pierwszy, w budynku CKP pokazałem nowe dioramy i grafiki. Ponieważ wystawa nie jest projektem zamkniętym, co jakiś czas jest wzbogacana o nowe eksponaty. Zakończenie projektu planuję w 2014 roku na 70 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego.





We wrześniu 2011 roku, dzięki pomocy Gminnego Ośrodka Kultury wystawa była obejrzana przez mieszkańców podwarszawskiego Raszyna. Przestronna sala Raszyńskiej Biblioteki Publicznej była często odwiedzana w związku z goszczącą tam w dniach od piątego do trzydziestego września wystawą “Pamięć I duma”.


Wszystkie trzy wystawy odbyły się pod patronatem Narodowego Centrum Kultury, które wsparło wystawę. Dzięki tej współpracy do wystawy został wydany album z kolorowymi zdjęciami opatrzony autorskim wierszem “Sierpniowe łowy”. W kilku strofach opowiada on o zdobyciu przez Powstańców działa samojezdnego Hetzer.
Zanim doszło do jego wydania, album miał swoje pierwsze wydanie cyfrowe. Składa się ono z 10 ponumerowanych egzemplarzy. Jeden z nich znajduje się w bibliotece Muzeum Powstania Warszawskiego





Muzeum Dulag 121 zaprosił mnie i moją wystawę do udziału w nocy Muzeów 2012. Uroczyste otwarcie połączone z wernisażem odbyło się w dniu 19.05.2012 w Pruszkowie, na ulicy 3 Maja 8A. Do dnia 20 czerwca 2012 roku można było zwiedzać muzeum razem z moją wystawą. Tematyka stałej wystawy tego muzeum jest bardzo zbliżona do tematu mojego projektu. Dulag 121 pełnił w czasie wojny funkcje obozu przejściowego dla wysiedlanych z warszawy uchodźców. Trafiali tam oni w trakcie i po zakończeniu Powstania Warszawskiego. W ten sposób wystawa, po raz pierwszy zagościła w miejscu jak najbardziej odpowiednim tematycznie. W Pruszkowską Noc Muzeów ponad 400 osób odwiedziło Dulag 121 skorzystało z możliwości zwiedzania. Dla przybyłych przygotowano dodatkowe atrakcje w formie gier i zajęć związanych z historią tego miejsca. Zaproszeni goście z chęcią zostawili opis swoich wrażeń w księdze pamiątkowej wystawy “Pamięć i duma”. Księga ta towarzyszy wystawie od jej pierwszego upublicznienia. Zawiera wpisy gości, ich emocje i oceny mojej pracy. Niektóre są poważne, inne znowu zabawne. Do najzabawniejszych należą wpisy pozostawione przez dzieci. Niektóre z nich to wpisy urwisów klasowych rozrabiaków. Jednak wszystkie te wpisy są wywołane emocjami związanymi z moją wystawą i dlatego są bezcenną relacją pomiędzy mną a odbiorcami.





W listopadzie 2012 roku zaproszono mnie żeby przy okazji sympozjum naukowego Polski Punk zaprezentować wystawę w budynku Instytutu Teatralnego. Organizatorzy spotkania chcieli zaprezentować także, świat mojej poza muzycznej twórczości. Z racji bycia jednym z członków legendarnego zespołu TZN Xenna moja obecność na sympozjum nikogo nie dziwiła. Natomiast moja modelarsko powstańcza pasja była dla niektórych sporym zaskoczeniem. Odbyłem dwugodzinne spotkanie z naukowcami i publicznością. Rozmowa dotyczyła powodów, dla których zająłem się historią Powstania Warszawskiego. A także, dlaczego akurat wybrałem taką formę wypowiedzi artystycznej.





Mój projekt ma przybliżyć historię polski w sposób, który ma na celu propagowanie wiedzy poprzez zabawę. Bo czym są wykonane przeze mnie figurki i ruiny? Wykonałem je z ogólnie dostępnych kompletów, które można kupić w każdym sklepie modelarskim. I dlatego można powiedzieć, że to zabawki. Zabawki, których nie mieli młodzi ludzie w konspiracyjnych organizacjach. Przedmioty dziecięcej radości, zamiast których ściskali w rękach granaty, karabiny i butelki z benzyną poświęcając swoje życie i młodość na walkę o Polskę. Wystawa ma przypominać o młodych chłopakach i dziewczynach, którzy przeżywaliby swoje dorastanie jak ich rówieśnicy w czasach pokoju. Jednak czasy ich młodości postawiło przed nimi duże wyzwanie. Walkę o Polskę. Chylę przed nimi czoło składając im w hołdzie świat ich młodości wykonany z zabawek.




Krzysztof Zygzak Chojnacki.





Teledysk zespołu TZN Xenna wykorzystujący zdjęcia z wystawy:
http://www.youtube.com/watch?v=hQbiylHoceo

Wywiad z autorem wystawy:
http://www.youtube.com/watch?v=tCEm3-C3jvY

Link do wystawy w Zambrowie:
http://zambrow.org/aktualnosci/strona.php?strona=artykuly_pokaz&id=8724

piątek, 19 kwietnia 2013


DIZEL/CREMASTER/INKWIZYCJA – KRAKÓW – KOTKAROLA – 13.04.2013.








Jak zwykle przez długi czas nie dzieje się nic, mimo starań i wysiłków – opór materii jest nieprzesuwalny! A później nagle sruuu! Drzwi zaczynają się otwierać wszystkie na raz – aż nie nadążasz ogarniać możliwości! A żal z czegoś zrezygnować, bo szkoda… W wyniku tego każda rzecz nie do końca taka jak powinna. Baner nie w takim kolorze, zaproszone kapele nie mogą bo za późno, koncert niedoorganizowany… Oczywiście szklanka może też być do połowy pełna – mamy okrągłą 24tą rocznicę, gramy koncert w fajnym miejscu i z zaprzyjaźnionymi kapelami…





Koncert zaczął Dizel - …”jesteśmy starzy i chodzimy na ropę!..” I odpalili motor. A taki dają ogień z rury i dudnią cylindrami aż błotniki klekoczą. To pędzi stary Dizel! Chłopaki dają czadu bez zadęcia i z wielką radością! Skakać i słuchać! Albo odwrotnie – co i jak kto woli! Niedawno coś nagrali – czekam z niecierpliwością.




Zaraz po nich wszedł Cremaster – jak sami określają – grają hujwimetal. I nie wiadomo czy ich oglądać czy słuchać czy szaleć pod sceną.




Czad rzetelny i intensywny, bo choć z dystansem się z metalu śmieją, to jednak bezlitośnie go eksploatują kując go i kształtując wedle swojej woli. A kabaret dają taki że szkoda tańczyć by nie stracić ani chwili z widowiska. Naprawdę ciężko było po nich wejść na scenę. Też niedawno wyszli ze studia…
Inkwizycja… 24 lata… Zaczęliśmy „hemofilią” – numer odgrzebany specjalnie na tą okoliczność takie nasze credo z pierwszej płyty. A później poleciało… Tak wymierzylim by jedna trzecia numerów była z pierwszej płyty, jedna trzecia z drugiej a reszta zupełnie nowe numery. Zaprosiliśmy też chłopaków z którymi kiedyś gralim a mieliśmy z nimi kontakt. Na chwilę, do „Midasa” wskoczył za bębny Beżowy, Do „biblioteki” na gitarę Jaśku Herman, do „nie nadstawiaj” Tomek Szwed. A na koniec zagraliśmy stary numer UOM – „jestem” (patologią społeczną) - do tego numeru zaprosiliśmy ostatniego chyba wokalistę tej kapeli – Telesfora.



A nagłaśniał nas Nasti – niegdyś lider i gitarzysta słynnej kapeli ID. Prócz starych ogrów którym się chciało przyjść, było sporo młodych ryjków. Co bardzo cieszy. A najbardziej cieszy że po tych kilkunastu koncertach od reaktywacji ludzie pamiętają już nowe numery. Już weszły i funkcjonują. To napędza i daje kopa do działania!
Najbliższy koncert 31 maj w Sosnowcu – zapraszamy!

Ex Pert- Inkwizycja



                                                                                                                           Krzysztof Kędzior

"Opowieści niezdiagnozowane"


Witam.

Książka jest zbiorem 17 opowiadań o Zenku. To osiemdziesięciolatek mieszkający w Euforystanie - państwie "szczęścia i spokoju", w którym wszystko jest tak, jakby wymarzyło sobie pewnie wielu z nas.
Nie ma więc trosk, biedy, ciężkiej pracy, wyzysku, sprzedajnych polityków, wojen, chorób itp.itd. Jest za to wszechobecne bogactwo, długowieczność (Zenek ma kolejne osiemdziesiąt lat do odpracowania, zanim przejdzie na emeryturę. Ale nie boi się wieku starczego, bo średnia życia Euforystan jest baaaardzo długa), idealny system polityczny służący mieszkańcom wesołego państewka, sielanka, euforia, spełnienie...i sami zobaczycie.
"Opowieści niezdiagnozowane" w zamierzeniu mają być ironią, wręcz kpiną na otaczający nas dziś, realny świat. Pisane językiem totalnego absurdu, pełne przerysowań żywcem wyjętych spod szyldu "MontyPythona", kryją jednak ukrytą nutę goryczy. To co czytelnik "wyciągnie" z tych opowiadań dla siebie, zależy tylko od niego. Książka może być lekką komedyjką czytaną "na szybko" w pociągu, albo gorzkim streszczeniem kalekiej mentalności ludzkiej w dzisiejszym, postępującym świecie. Może być zabawnym kabaretem, albo opowieścią o samotności, rozczarowaniu, braku własnej drogi, czy drodze "osamotnionej", braku prawdziwych przyjaciół, wreszcie -prawdziwej miłości.
To, czym dla czytelnika będą "Opowieści niezdiagnozowanej" właściwie pozostawiam im samym. Stąd tytuł zbioru.


Komu nie spodobają się na pewno te historie? Komuś, kto nie lubi humoru absurdalnego, na pozór pozbawionego sensu. Komuś, dla kogo książka powinna być poważna i wolna od "wygłupów" autora. Bo ten sam, książką się "bawił", nie stroniąc od naprawdę fantastycznych opisów, jak na przykład boiska do gry w piłkę między kolejnymi pasmami autostrad, czy postać Marka Keczupa - Keczupu, który mówi.

Chętnych bardzo zapraszam do czytania, niechętnych nie zmuszam.                            Krzysztof Kędzior


"Opowieści niezdiagnozowane" będą wkrótce do zamówienia na adresie mailowym: miniatura@autograf.pl

                                                                                                             Ilustracje wykonała Deruda


PIERWSZY KROK W EUFORYSTAN...





Znudzony do granic możliwości, już po czwartym z kolei dniu wolnym od pracy, Zenek myślał nad tym, jakby zagospodarować sobie czas. Wczoraj był na Teneryfie, przedwczoraj w Brazylii, a w środę zwiedzał księżyc z grupą znajomych gwiazd Hoollywood.
Obserwując ludzi biegających ulicami tam i spowrotem, z niezliczoną ilością wypchanych zakupami reklamówek, przypomniał sobie o co chodzi w tym ich całym ganianiu.
Pieniądze gromadzone przez statystycznego Euforystanina rosły w siłę w takim tempie, że gdzieś trzeba było je wydawać, zanim zaczęłyby zaśmiecać domy. To fakt, ludzie wydawali bardzo szybko, bo zaraz na ich kontach i w portfelach pojawiały się kolejne, duże kwoty. Wszak w idealnym państwie wszystko jest idealne.
Ktoś powiedział kiedyś, że „będziemy mieć tu drugą Irlandię”
i tak się chłopina zapędził w spełnianiu swych obietnic, że w rankingu najszczęśliwszych narodów Euforystan wyprzedził nowo odkryte cztery obce cywilizacje i osiem starych, odkrytych już dawno temu.

Ale jeszcze drugi powód bieganiny, przy którym systematyczny przypływ dużych pieniędzy to pikuś.

Moda.

Społeczeństwo doskonałe, zwanie potocznie skupiskiem ludzi odartym ze zmartwień, żyło według pewnych schematów, mających na celu uatrakcyjnić życie. Dyktatorzy mody, stanowiący grono kilkunastu, prawie Bogów dla społeczeństwa (Bogami byli anonimowi celebryci z okładek gazet, oraz „Bogowie właściwi”, ale o tych już nikt nie dbał na serio. Poza fanatykami, którzy mordowali się w ich intencji, ale to już inna historia) tworzyli teatr zwany „Bądź cool, albo zdychaj”. Wymyślali najróżniejsze kreacje, narzucali trendy w modzie, ogłaszali co jest ”na czasie”, oraz do kiedy, a czego absolutnie nie wolno zakładać, jeśli nie chce się zrobić z siebie błazna. Rządzili niepodzielnie we wszystkich dziedzinach, w których pojawiało się słowo moda.
Odzież, meble domowe i ogrodowe, motoryzacja, przybory łazienkowe (szczoteczka, kubek, maszynki do golenia, gąbki, deski klozetowe itp.itd.)wyposażenie kuchenne, wszelkiej maści dodatki jak dywany, tapety, fototapety, fotocyfrotapety, fotocyfro8Dtapety. Nawet wykałaczki musiały być modne, żeby można było ich używać bez obawy, że spadnie się na dno zwane obciachem. Wszystko, czemu można nadać odpowiedni styl, kolor, krój, kształt - było modą. A że moda ma to do siebie, że jest krótkotrwała i obowiązkowa, bieganiny za wciąż nowymi, trendy ubraniami, sprzętami, samochodami, wersalkami itp. właściwie nie ustawały. Dodatkowym utrudnieniem w byciu zawsze cool był fakt, że modne towary występowały tylko w pewnych ilościach. Kto nie zdążył się w nie zaopatrzyć, musiał czekać na nowy trend i wtedy, niczym wściekły byk pędzić do świątyni, zanim ktoś szybszy go uprzedzi.

Zenek był jednym z nielicznych antybohaterów modowego teatru. Uwielbiał swoje dżinsy i flanelowe koszule, tudzież t-schirty z logiem ulubionej kapeli. Do tego trampki, na ręce ozdoba w postaci kolczastej pieszczochy. Kilka tatuaży na ciele. Dzięki nim przez większość arcytolerancyjnych rodaków był okrzyknięty poczwórnym mordercą i kanibalem, który na pewno kiedyś zabije wszystkich. Wszystkich.
Dlatego też rzadko wychodził na ulicę, by pospacerować. Przeważnie jeździł swoim klasycznym stareńkim, ale świetnie zachowanym Jaguarem. Kiedy jednak musiał już wyjść na ulicę, bywało różnie.
Przeważnie ludzie byli tak zabiegani, że nie zauważali „anarchisty” Zenka, a i on nawet gdyby chciał się im przyjrzeć, nie dostrzegłby nic poza smugą w kolorze ubrania przebiegających z dużą prędkością postaci. Ale czasem ktoś biegł trochę wolniej. Wtedy dostrzegał Zenka. Jedni żegnali się machinalnie widząc jego tatuaże, inni opluwali go z pogardą za tą „flanelową szmatę i obrzydliwe trampy”, a jeszcze inni próbowali linczować wyrwanymi z chodników słupami latarni. Jednak Zenek, muskularny, dopiero osiemdziesięcioletni facet tupał trampkiem w ziemię i zawsze pomagało. Ziemia trzęsła się, jakby Godzilla odwiedziła nasz kraj i oburzeni cool ludzie uciekali w popłochu.

Dziś Zenek miał ochotę na coś szalonego, co wygoni nudę z jego życia. Postanowił też spróbować być cool. Jednak jak wyjść do świątyni w swoich ciuchach? Przecież nawet go nie wpuszczą do „Raju dla modnych”. Rozglądnął się po pokoju. Nic. Poszedł na strych, by tam poszukać pomysłu na bezpiecznie wyjście na ulicę. Znalazłszy kilka starych przedmiotów, zrobił z nich kreację odpowiadającą mniej więcej zjawiskom biegającym po ulicach.
Był gotowy do wyjścia.

Mijające go gepardy z wielką konsternacją zatrzymywały się w swym pędzie. Niektóre nie były w stanie wyhamować przed Zenkiem z prędkości jaką rozwijały spiesząc się do bycia cool i rozbijały się o ściany, latarnie, zaparkowane samochody, rozrzucając nowiutkie towary po chodniku.
Działa!
Zenek ucieszył się z efektów swojej strategii, choć nie była ona wygodna. Abażur z wielkiej lampy uwierał go w głowę, worek po ziemniakach założony zamiast spodni, z wyciętymi dziurami na nogi krępował ruchy. Zderzak od starego fiata obwiązany wokół gołego torsu powrozem był strasznie ciężki, a powróz wżynał się w ciało. Stringi z łańcucha od piły motorowej już całkowicie skazywały Zenka na cierpienie, a buty zrobione z kaloryferów żeberkowych, pomiędzy to które żeberka Zenek wcisnął stopy, nie pozwalały rozpędzić się nawet do prędkości trzydziestu świątyń na godzinę, by Zenek mógł wmieszać się w tłum.
Ale działa! Ha!
- Panie…Co to za kreacja? Ile ma ważności wskaźnika cool?
- Jeju facet! Gdzie to kupiłeś? Są jeszcze takie wdzianka? Jak wskaźnik?
- O matko! Jaki szykowny samiec! Na pewno jest dobry w łóżku!
Krzyki zachwytu, zdziwienia, czy pytania o dizajnerski strój Zenka nie ustawały. Po kilkuset metrach przebytych w butach zrobionych z kaloryferów i ze zderzakiem zawieszonym pod szyją Zenek żałował, że wpadł na ten kretyński pomysł bycia „na czasie”. Jednak cóż, trzeba dokończyć, co się zaczęło.
Nie zważając na zatrzymujące się gepardy, wykrzykujące kolejne pytania, kroczył dzielnie do świątyni.
Marzył tylko, by jak najszybciej ściągnąć z siebie ten cholerny złom własnego projektu, pod pretekstem założenia czegokolwiek. Najlepiej samej bielizny.
Taaak. Cool bielizna nie może być ciężka. Choć….
Znów poczuł swoje łańcuchowe stringi i zmienił zdanie.
Ubiorę wszystko, co mi nie zrobi krzywdy i wracam do swoich szaf pełnych dżinsów i t-schirtów. Pieprzę Cool.
-Dzień dobry! – seksowna pani sprzedawczyni przywitała Zenka ciepłym głosem.
Naga. Naguteńka.
- Dzień dobry…Czy ktoś pani ukradł ubranie? – zapytał Zenek lekko zbity z tropu.
-Och nie! – rozbawiona sprzedawczyni wybuchła śmiechem – Po prostu faceci to idioci – kontynuowała nie przestając się uśmiechać – Kiedy zobaczą nagą kobietę, kupiliby nawet stringi z łańcucha od piły, gdyby im powiedziała, że to się teraz nosi… - wtem zobaczyła bieliznę Zenka i ugryzła się w język – yyy…No dobrze. Czym mogę panu służyć? – zawstydziwszy się, przeszła do profesjonalnej obsługi klienta.
- Cóż. Chcę być cool. A ta kreacja już mi się…znudziła. Tak. Znudziła mi się – odparł Zenek z trudem próbując zatrzymać łzy bólu spływające z oczu.
- Jaki indeks ważności?
Indeks ważności miał każdy towar cool. Było to proroctwo dyktatora na temat tego, jak szybko dany towar wyjdzie z mody i trzeba będzie go natychmiast wyrzucić. Bez względu na to, czy pokochaliśmy ten ciuch (na przykład) czy nie, należy go zutylizować.
- A jakie macie?
- Od tygodniówki na półkach z hitami po dwugodzinówki. Do dwugodzinówek dodajemy gratis zabawkę dla dziecka. Dziś piesek rasy sznaucer.
Zenek pokojarzył fakty. Z tego co się orientował, dwugodzinówka oznaczała, że od momentu zakupu towaru, towar przestanie być modny po dwóch godzinach (Każdy towar miał elektroniczną metkę, na której przy wyprodukowaniu pracownik wpisywał ilość godzin, przez które towar według dyktatora będzie modny. Zegar na metce był cały czas aktywny i dany produkt tracił na wartości z każdą sekundą)
- A te tygodniówki? Co pani proponuje dla mnie?
- Dziś proponuję panu spodnie z żelbetonu, do tego pantofle z materiału imitującego blachę aluminiową, oraz koszulę – hit! Cała wykonana z obierek ziemniaków pozszywanych ścięgnami kozy afrykańskiej.
-Yyyy…Czy to na pewno jest cool? – zapytał Zenek lekko wystraszony
- Proszę pana, zegar pokazuje jasno. Przez następny tydzień to będzie w grupie najmodniejszych ciuchów. Sam dyktator Paolo Śpikolo Sraolo firmuje zestaw swoim nazwiskiem.
Zenek zrzucił z siebie z trudem cały złom, który miał na sobie.
Rozglądnął się po sklepie w poszukiwaniu ratunku z tej beznadziejnej sytuacji, w która sam się wplątał. Nagle zobaczył szklaną gablotę, a w niej…
-Pani! Co to jest?? Jeju! – krzyknął, po czym podbiegł do gabloty.
- To?? – zniesmaczona naga sprzedawczyni podeszła za Zenkiem do gabloty – To taka pokazówka. Żart na rozluźnienie atmosfery przy ciężkim zajęciu, jakim jest przymierzanie i kupowanie rzeczy cool. Ubranie znalezione na jakimś śmietniku, pokazujące jak obrzydliwie, żałośnie i śmiesznie ubierali się kiedyś ludzie, gdy moda nie była wyznacznikiem poprawności i doskonałej harmonii z istotą życia.
Zenek z zachwytem i niedowierzaniem spoglądał w gabloty.
Sukienka z lekkiego materiału, kolorowa, cała w motywy kwiatowe. Odkryte plecy i głęboki dekolt dodawały jej wdzięku. Obok Piękna suknia wieczorowa w kolorze mieniącego się granatu, który momentami wydawał się lśniącą czernią. Szykowny garnitur w kolorze subtelnej szarości, skrojony tak, jak dobrze napisany wiersz o miłości. Ale ostatni strój zachwycił Zenka do granic możliwości.
- Pani, biorę to! Słyszy pani, ja to biorę! – krzyknął przejęty.
- Co pan? To szmaty, poza tym nie są na sprzedaż. Co będzie bawiło klientów, kiedy zapragną rozrywki?
Zenek nie miał ochoty na kłótnie, chciał załatwić sprawę jak najszybciej.
- Może twój cellulit paniusiu i sztuczne cycki.
Panusia otwarła buzię, żeby obrzucić Zenka wyzwiskami, jednak nie zdążyła.
- Widzisz te tatuaże lala? Wiesz ile musiałem pożreć dzieci i zabić rodziców, żeby je sobie wydziergać? Dawaj mi to ubranie!
Sprzedawczyni przerażona tak, że jej silikonowe szczęście skurczyło się o dwa rozmiary, a napięte powieki opadły na policzki, szybko sięgnęła do gabloty po ubranie.

Idąc przez miasto Zenek nie mógł uwierzyć, że nawet tak kretyńsko zaczynający się dzień może skończyć się tak dobrze. Wokół niego ludzie usilnie próbowali wyrywać latarnie, by zabić Zenka za zbrodnie przeciw cool, inni pluli mu w twarz, ale Zenek szedł sobie uśmiechnięty, jak nigdy dotąd.

Glany Martensa stukały o chodnik, wytarte dżinsy w stylu „delikatny dzwon” leżały na Zenku tak wygodnie, że nie mógł się nimi nacieszyć, a czarny t-schirt z napisem „AC/DC” sam mówił za siebie. Pieszczochy z kolców otulały nadgarstki Zenka, a głowę uraczyła czerwona bandamka.
Krzyki ludzi zaczęły trochę irytować Zenka.
- Ty matole! Ty kretynie! Chamie!...
- Ignorant! Bluźnierca! Morderca!
Zenek założył na uszy dołączone do „zestawu” słuchawki walkmana z kasetą w środku i nacisnął „Play”.
„One heart angel
One cool devil
Your mind on the fantasy
Livin on the ecstasy
Give it all, give it,
Give it what you got
…”

czwartek, 18 kwietnia 2013

Isabel Moniq Bill

"Sztuka jedzenia jabłek"

          -przedpremiera najnowszego tomiku- 




W dniu dzisiejszym 17 kwietnia 2013 roku o godz. 17-ej miałam przedpremierę najnowszego tomiku "Sztuka jedzenia jabłek" w Jeleniej Górze, w Książnicy Karkonoskiej. Wszędzie było pełno jabłek. Mam nadzieję, że Jelenia Góra za rok 17 kwietnia będzie obchodzić Święto Jabłek Spotkanie przebiegało wg schematu piosenka- rozdział (kilka wybranych wierszy). Każdy rozdział rozpoczynał się utworem muzycznym dobranym konkretnie pod klimat i tematykę danego rozdziału tomiku. Jest 6 rozdziałów - "Jabłko Adama", "Pestki Ewy", "Malinówki", "Papierówki", "Kwaśne jabłka", "Ukryte jabłka".

Zapowiadające rozdziały piosenki to: Johny Hate Jazz "What other reason", Mela Koteluk "Dlaczego drzewa nie mówią nic", "Michał Żebrowski i Anna Maria Jopek "Upojenie", "Lady Pank "To jest tylko rock n roll", Pat Metheny Group "Are you going with me?", "Enigma "Return To Innocence". Podczas wieczorku zastosowałam dwie innowacje. Do tej pory na moich spotkaniach gościłam osoby grające na różnych instrumentach a tym razem skorzystałam z gotowych, wybranych przez siebie, utworów muzycznych. Nie była to muzyka na żywo, ale coś innego, tego nikt się nie spodziewał. Tak samo jak tego,że podczas trwania utworów będę prosić do tańca swoich gości! Znaleźli się również inni naśladowcy tańców przytulanych.I o to chodziło. Poezja i taniec? Próbowaliście? Polecam! Można inaczej "wciągnąć" publikę do reakcji z poezją i uczestniczenia w spotkaniu niż męczyć gości pytaniami czy oni mają pytania. Poniższe zdjęcia ukazują i oddają klimat dobrej zabawy poetyckiej.





Chciałam podziękować Eli Kotlarskiej Prezes Stowarzyszenia Jeleniogórski Klub Literacki za obecność i miłe słowo oraz członkom SJKL za przybycie. Serdeczne podziękowania należą się również Grupie Literackiej "NURT" z Lubania z Kazimierzem Kiljanem na czele.Chciałam też podziękować Wiesławie Siemaszko-Zielińskiej, Elżbiecie Śnieżkowskiej-Bielak oraz Henrykowi Gil za pytania i dyskusję. Wieczór ze "Sztuką jedzenia jabłek" został zarejestrowany na kamerze aparatu cyfrowego. Jedyny minus nagrania jest taki,że aparat był ustawiony nieruchowo i nagrywał tylko to, co działo się na scenie. Zatem moje piękne tańce z Kazimierzem Kijlanem i Ryszardem Stańko uwiecznił tylko aparat.



WIĘCEJ INFORMACJI




środa, 17 kwietnia 2013

Piotr Suchocki



               KSU






Moja przygoda zaczęła się ok.2000 r.Pierwsze nagrania KSU puścił mi Uri gdzieś na imprezie.
Zacząłem się tym interesować coraz bardziej wspólne koncerty,imprezki.Później pożyczyłem płytę LBT od Slayera posłuchałem i mnie wciągnęła ta muzyka, na studiach zakupiłem pierwsze cd i tak w mojej głowie zrodziła się myśl żeby skompletować najpierw całą dyskografie,później już nie miałem co kupować więc zacząłem szukać unikatów.

Lata poszukiwań na allegro,dopytywanie ludzi na forum itp,ktoś coś sprzedawał i pytałem czy nie ma jeszcze czegoś.Tak  udawało mi się wyłuskiwać coniektóre
kasety .



 



Kolekcja jest dość pokaźna ale nie bardzo mam czas na skompletowanie reszty tzn chciałbym mieć jeszcze jakieś 4 kasety ale narazie to niemożliwe. Siedziałem dzień w dzień i szukałem,dziś raczej  już nie sprawdzam allegro .Chyba w 2010 r byłem na konferencji prasowej w Radio Rzeszów na konferencji z KSU
tam zdobyłem autografy.Nie jestem jakimś tam typem co lata za podpisami.Była okazja stwierdziłem ze fajnie było by mieć na pierwszych wydaniach cd i kasetowych.Byłem chyba 3 razy na koncercie w Ustrzykach Dolnych ,w sierpniu każdego roku jest taki koncert miałem być tam na XXX leciu ale pogoda pokrzyżowała mi plany.Przełożyli koncert i nie dałem rady juz pojechać.


Z kolega z forum chcieliśmy nawet wydać bootleg bo rejestrowaliśmy koncert z konsolety w Harasiukach.
Za zgoda managerki chcieliśmy to wydać w niewielkim nakładzie i kasę przeznaczyć np. na WOŚP, ale plany runęły w gruzach hahaha. Chcieliśmy zainwestować swoje pieniądze chcieliśmy to rozprowadzić wśród fanów ,tak żeby zwróciły się nam koszty zainwestowane w to wydawnictwo ale nic z tego nie wyszło.  Podpięliśmy się pod konsoletę i kolega co tam się na tym zna zgrywał materiał koncertowy oczywiście za zgoda zespołu.
Byłem na kilkunastu koncertach KSU m in.spodek Punk Rock Later specjalnie na Woodstocku chyba w 2005 i wiele koncertów, Kraków chyba ostatnia Punkowa Orkiestra Świątecznej Pomocy
Rzeszów,Dębica Juwenalia Rzeszowskie swego czasu wszystkie okoliczne koncerty gdzieś na przełomie 2000/2003 r w Dębicy w Meduzie 2002/2003 zima później 2003-2007 r praktycznie każdy koncert w Rzeszowie mam praktycznie wszystkie bilety z



           


koncertów no i te jakieś 3 koncerty w Ustrzykach na forach KSU jestem zalogowany od bardzo dawna na tych nowych od samego początku udzielam się tam,poznałem kilka osób fajne czasy,fajni ludzie,świetna muzyka szkoda ze to się juz nie wróci inny świat,inne życie,inne KSU i w ogóle muzyka.

"...Ideały poszły w błoto rozmieniły się na złoto..."




                                    namiar na strone NASZE KSU

niedziela, 14 kwietnia 2013


Krzysztof Kędzior


Wieczór autorski

czyli- " ...nie pierdol o tremie, masz rozjebać temat!"  




A więc, będąc już na próbie, od godz.17.00, trząsłem się jak galareta ze strachu, tremy. Trema - wiadomo - "a może coś nie wyjdzie, a może będę źle czytał, a może się potknę, wyleje na siebie wodę z głównego zbiornika...":P i takie tam różne myśli. A strach? Że ludzie będą się śmiać z moich tekstów. Że nie potraktują mnie serio, pokpią sobie, popukają się w głowę, albo zwyczajnie zanudzą.

Od przyjaciela, który na ten wieczór przyleciał specjalnie z Włoch, dostałem wcześniej "lufę" ohydnego (dla mnie) bimbru, na pokonanie tremy i kilka sympatycznych"kurewek", typu "Kurwa, nie pierdol o tremie, masz rozjebać temat!" :)

        Uspokajała mnie również bardzo opanowana Glo. (administratorka portalu "ósmepietro", prowadząca wieczór, poetka z Warszawy), która ostatecznie chyba bardziej się denerwowała, niż ja :)
Na próbie czytałem swoje wiersze do mikrofonu, jak jakiś wystraszony gówniarz, który właśnie został przyłapany na gwałceniu kozy :) "Skaraniek"(Robert, wspomniany gość z Włoch) pokazał mi " jak się czyta te wiersze, żeby było jebnięcie", kilka razy koleżeńsko opieprzył za brak ekspresji. Potem jeszcze setka wina(dobreee!) i pierwsi goście.
Było około 20 - 25 osób. To dużo, zważywszy na zainteresowanie poezją w Dębicy, przynajmniej to oficjalne. Większość to znajomi, co oczywiście bardzo cieszy, wśród nich dwie osoby, na których obecności szczególnie mi zależało (powiedzmy, że "portalowy - dżem" :P ). Trema nie ustępowała aż do momentu, w którym uświadomiłem sobie że "dupę urwę, albo mi urwą", więc trzeba pokazać "klasę".
Czy się udało?
Nie mnie oceniać, ale zaproszeni goście twierdzą, że było bardzo dobrze. Jak Robert poinstruował mnie na próbie - krzyknąłem kiedy trzeba, pauzy robiłem, akcentowałem. Ale jeszcze jedna ciekawa rzecz. Zauważyłem, że ludzie, którzy mnie słuchali, traktowali mnie bardzo serio. Nie było znudzenia na ich twarzach, kpiny, "olania tematu". Wreszcie poczułem, że mogę mówić, że ktoś słucha i nawet, jeśli się nie zgodzi, jest przy mnie, mam jego wsparcie. Bo takie było założenie. By ten wieczór był pewnego rodzaju spowiedzią, podczas której zwierze się z swoich problemów, z których na co dzień nie mam komu się zwierzyć. Bym podzielił się swoim bólem, troskami, pokazał twarz rebela, który jest uzależniony od poczucia bezpieczeństwa w ramionach przyjaciół.
I z całego serca dziękuję wszystkim przybyłym. Daliście mi bardzo wiele, być może więcej, niż sami myślicie.
Swoją uwagę i chęć wysłuchania.


Wieczór w moim przekonaniu i według zebranych opinii przebiegł rewelacyjne. Sam czułem się świetnie. Nieskromnie to zabrzmi, może trochę "celebrycko", ale poczułem, że to jest to. Rozmowa z ludźmi, wieloma ludźmi, prowadzenie dialogu, współistnienie myśli, emocji, spojrzeń w swoja stronę. Dobrze się czuję w takich sytuacjach, mimo iż trema odpuszcza dopiero w ostatniej chwili.

Na miejscu, po wieczorku, można było zakupić tomiki moich wierszy. do pierwszych ośmiu administratorzy portalu "ósmepietro" dołączyli w gratisie rocznicową antologię portalu. Gruba książka pełna wierszy i prozy około 30 autorów publikujących na "ósmympietrze". Naprawdę, jest się w czym zaczytać(moje wiersze i proza też tam są).

Co do tematyki, celowo nie chce pisać o czym opowiadałem. Kto zechce, może przeczytać o tym w tomiku i nie jest to "zmuszanie" do kupowania, bo inaczej "figa z makiem", nic nie powiem. Po prostu najlepiej wyrażam siebie poprzez poezję i po przeczytaniu czytelnik sam odkryje drugą stronę rebela :)


To chyba tyle.
Dziękuję organizatorowi, Panu Ireneuszowi Sosze, za zaproszenie i pomoc w przygotowaniu wieczoru. Dziękuję Panu akustykowi, wszystkim pozostałym ludziom obsługującym wieczór od strony technicznej.
Robertowi i Emilce, że z tak daleka przyjechali specjalnie dla mnie.
Wszystkim, którzy przyszli na mój, właściwie można powiedzieć "nasz wspólny" wieczór.
Oczywiście wydawcy "Miniatury", bo to on pierwszy dał mi szanse "zaistnienia".
Jeśli kogoś pominąłem, przepraszam.
Było meeega!!
I tradycyjnie - widzimy się w "Rio" na łojeniu browców, "które przecież ktoś wypić musi!".
Blessior!
                                                                                                                     Krzysztof Kędzior



          ........


Zorganizowałem wieczór autorski Krzysztofa Kędziora, gdyż – podejrzewam – żadna instytucja w mieście by tego nie zrobiła. Dębica ma bowiem swoich oficjalnych poetów, a Krzysztof do nich (jeszcze) nie należy. A zwłaszcza dlatego, iż od dawna chciałem zrobić taką imprezę. I zrobiłem ją dokładnie tak, jak chciałem. Moim zadaniem było ukazanie człowieka takim, jaki jest: bez upiększania i demonizowania, bez formatowania i cenzurowania. Chciałem mu pomóc się pokazać jako poeta w lokalnym światku, gdzie miał do tej pory inną „gębę“. Pragnąłem ukazać wybijającą się postać z miejscowego środowiska, która - w moim odczuciu - jest znacząca dla swojej grupy pokoleniowej i subkulturowej. I ukazać ją w momencie szczególnym, kiedy do głosu dochodzą radykalizmy polityczne i społeczne, i kiedy niektórzy przedstawiciele pokolenia rockowych buntowników zaczęli tanio sprzedawać swoją kontrkulturową przeszłość.

IRENEUSZ SOCHA




Generalnie, byłem bardzo pozytywnie zaskoczony, nie spodziewałem się że będzie aż tak ciekawie, szczerze to miałem momentem nawet ciary na plecach. Jak większość nie znałem Rebela od tej strony, w ogóle znamy się praktycznie tyle co czasem przy piwku pogadamy, więc nie mi oceniać. Ale najbardziej zaskoczony jestem tym, że jako wielki wróg interpretacji własnej wierszy, do czego niestety jestem zmuszany w szkole ( bardziej na zasadzie zinterpretuj co CKE miało na myśli), nagle okazało się że jego wiersze sa dla mnie banalne w interpretacji, jednak tylko wówczas gdy on je czyta, ponieważ gdy sam je w domowym zaciszu czytałem były dziwne, wręcz trudne do zrozumienia. Akcje popieram jak najbardziej, niestety nie jestem dobrym recenzentem, wole raczej być milczacym obserwatorem.  Janusz Magdoń